Ostatnio znajoma Koreanka zaprosiła mnie na obchody 60. rocznicy powstania koreańskiego uniwersytetu w Tokio. Co jest w tym dziwnego? Otóż jest to prawdziwy północnokoreańskie uniwersytet. Jedyna taka instytucja poza granicami KRLD. Co taka szkoła robi w Japonii?
Wspominałem już nie raz na blogu i na FB o tym, że w Japonii mieszka dużo Koreańczyków, którzy uważają KRLD za swoją ojczyznę. To głównie potomkowie Koreańczyków, którzy zostali sprowadzeni do Japonii w trakcie II Wojny Światowej jako siła robocza do japońskich fabryk. Po wojnie większość z nich została w Japonii, gdyż Korea została podzielona na pół, a następnie wybuchła wojna koreańska. Ponieważ nie były to najlepsze warunki do powrotu, to zostali oni w Japonii i ich potomkowie są tu do dziś. Japonia jednak nigdy nie uznała ich za pełnoprawnych obywateli i często prawa Koreańczyków były łamane. Doprowadziło to do powstania organizacji zrzeszającej Koreańczyków, którą nazwano Chongryon ( General Association of Korean Residents in Japan). Organizacja ta od początku była hojnie wspierana przez władze w Pjongjangu, które walczyły o zyskanie przychylności Koreańczyków mieszkających w Japonii. Z tego powodu do dnia dzisiejszego Chongryon jest wierny władzom w Pjongjangu. Organizacja ta wspiera działające na terenie Japonii koreańskie szkoły, w których uczy się języka koreańskiego oraz stawia nacisk na patriotyczne wychowanie. Z tego też powodu szkoły te są często krytykowane w Japonii, jako wylęgarnia szpiegów koreańskich i piąta kolumna, która działa na szkodę Japonii. Liczne skandale, o których japońskie media lubią się rozpisywać, tylko pogłębiają ten negatywny stereotyp i podziały między Koreańczykami a Japończykami.
Obchody rocznicy powstania uniwersytetu były wielkim świętem wsród Koreańczyków z Tokio i okolic. Tym razem były one zamknięte dla osób postronnych i można było tam wejść tylko wraz z zaprzyjaźnionym Koreańczykiem. Na szczęście zabrała mnie moja znajoma Koreanka. Uniwersytet znajduje się w zachodniej częsci Tokio tuż obok znanego uniwersytetu Musashino. Obie szkoły oddziela tylko niewielki mur. Jednakże po jednej stronie jest Japonia, a po drugiej Korea. I rzeczywiscie czuć, że wkroczyło się do innego świata. Na głównym placu rozstawiono wielką scenę oraz dziesiątki stolików dla gosci. Na scenie tuż za podium postawiono portrety przywódców koreańskich: Kim Il Sunga i Kim Jong Ila. Widok, którego normalnie w Japonii się nie uświadczy. Niektórzy Koreańczycy mieli też przypięte do piersi charakterystyczne przypinki z wizerunkami wodzów. Ale większosć z nich ubrana była normalnie i nie odróżniłbyś ich od Japończyków. Wszyscy też znają zarówno japoński i koreański. Nic dziwnego. Przecież urodzili się w Japonii i tu jest ich dom.
Dla wielu jednak ojczyzna jest za morzem, w Korei Północnej. Czasem nawet odwiedzają Koreę. Mogą tam pojechać na wycieczkę albo w odwiedziny do rodziny. Obchody rocznicy to prawdziwy piknik rodzinny. Przyszły całe rodziny z dziećmi, które biegały po placu. Na wszystkich czekało wiele stoisk, gdzie serwowano prawdziwą koreańską kuchnię, kimchi i inne smakołyki. Mi najbardziej smakował grill koreański.
Każdy dostawał swój mały węgielny piecyk, który stawiało się na stole i samemu grillowało mięso. Pysznosci. Starsi zaopatrzeni w piwo i koreańską wódkę (?) makkoli popijali wraz ze znajomymi.
Na scenie ciągle odbywały się występy, tańce i spiewy. Co jakiś czas ktoś przemawiał i opowiadał o ciężkiej sytuacji Koreańczyków w Japonii i w ojczyźnie. „Wszyscy musimy się trzymać razem i być solidarni”. Głównie takie przesłanie zostało mi w pamięci. I rzeczywiscie są solidarni. Koreańczycy starają się podtrzymywać swoje tradycje oraz nauczać języka koreańskiego kolejne pokolenia. Całkowita asymilacja nie wchodzi w grę. Na scenie pojawił się także legendarny zapaśnik Antonio Inoki, który obecnie jest posłem. Jest on przyjacielem Koreańczyków i znany jest z organizacji zawodów i wymiany sportowej z Pjongjangiem. Człowiek legenda, którego chcę poznać osobiście.

Tego dnia można było też zwiedzić uniwersytet i zajrzeć do klas. Studenci przygotowali różne atrakcje i opowiadali o swoich zajęciach i pasjach. W bibliotece uniwersyteckiej można znaleźć wiele unikalnych tekstów źródłowych na temat Korei Północnej. Obok jest nawet niewielkie muzuem, gdzie zgromadzone są obrazy, skamieliny i relikty przywiezione z Korei.

Oprócz muzuem jest też małe … ZOO! No może to przesada, ale niewielka klatka dla ptaków i innych zwierząt na zewnątrz niedaleko placu głównego. Uniwersytet podobno jest bardzo znany z badań nad ptakami. I rzeczywiście w jednej z klas profesor opowiadał mi o hodowaniu ptaków i o swoich badaniach w Japonii i na Półwyspie Koreańskim.
Koreańskie studentki noszą zazwyczaj w szkole tradycyjne stroje koreańskie tzw. chogori. Stroje są eleganckie i schludne. Takie mundurki szkolne. Noszenie tradycyjnych ubiorów podkreśla przywiązanie do ojczyzny. Była to rzadka okazja, żeby porozmawiać ze studentami i dowiedzieć się czego się uczą na uniwersytecie.

Pogoda, jak widzicie na zdjęciach, dopisywała tego dnia i miałem wielkie szczęście, że udało mi się wziąć udział w obchodach założenia jedynego północnokoreańskie uniwersytetu poza KRLD.





